Twórca firmy Marek Kalbarczyk

Marek Kalbarczyk należy do kategorii osób, które nie poddają się uproszczonym klasyfikacjom. Jest aktywny w tylu dziedzinach, że nikt, łącznie z nim samym, nie wie, kim właściwie jest, to znaczy kim jest najbardziej. Znamy Marka jako menadżera, twórcę, informatyka, autora poradników matematycznych i rehabilitacyjnych, działacza. Gdy dodamy do tego rozliczne hobby: muzyka, polityka, historia, kultura, nie znajdujemy jednego, najwłaściwszego określenia. Jest współautorem pierwszego dostępnego na rynku, mówiącego po polsku, syntezatora mowy, projektantem i twórcą kilku ważnych systemów informatycznych, założycielem wyjątkowej firmy informatycznej i fundacji, która pomaga innym niewidomym. Jest autorem wielu poradników i książek, m.in.: „Świat otwarty dla niewidomych”, „Czy niewidomy może zostać prezydentem?”, „I ty możesz zostać matematykiem”, ”100 najpiękniejszych miejsc w Polsce – zabytki i krajobrazy wreszcie dostępne dla niewidomych i słabowidzących”.

Na okładce pierwszej z wymienionych powyżej publikacji czytamy słowa Krzysztofa Zanussiego: „Książka Pana Marka Kalbarczyka jest jasna, przebija z niej nadzieja. Tchnie optymizmem płynącym z odnalezienia sensu życia. Polecam ją wszystkim, którzy chcą wejść w świat niewidomych i wynieść z tego spotkania osobisty pożytek.”
Niniejsza publikacja jest kontynuacją starań autora o to, by świat zrozumiał, iż być niewidomym, oznacza co innego niż kiedyś. Teraz to tylko utrudnienie, a nie dyskwalifikujące kalectwo. Autor jest dobrym tego przykładem – pomimo, że jest niewidomy, potrafi tak wiele dokonać.

Urodził się w roku 1957 jako niedowidzący. Jego wada wzroku jest genetyczna, taka sama, jaką miała jego matka. Uczęszczał najpierw do szkoły dla dzieci słabowidzących w Warszawie, a następnie, w związku z pogarszającym się wzrokiem, do szkoły dla niewidomych w Laskach. Na przestrzeni kilku lat miał kilka drobnych wypadków, w wyniku których widział coraz mniej. Wreszcie w wieku 12 lat stracił wzrok na dobre. Słaby organ narażony jest na większe niebezpieczeństwo, a jego oczy miały wiele zaskakującego pecha – to śnieżka, łokieć kolegi, piłka i wszelkie wystające obiekty kolejno wyłączały mu namiastkę dostępnego światła, choć było mu tak bardzo potrzebne.

Zawsze był uważany za wyjątkowego, choć sam tak nie sądził. Należał do najlepszych uczniów i studentów. W roku 1972 został przyjęty do zwykłego warszawskiego liceum, przełamując stereotyp, że niewidomi mogą mieć trudności w kontaktach z widzącą młodzieżą. Jego pobyt w tej szkole był znakomitym przykładem, że jest inaczej. Był najlepszym uczniem i dostał się bez egzaminu na wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Po raz kolejny był wśród najlepszych, chociaż studia wspomina jako trudny okres. Niewidomi, zarówno wtedy, jak i teraz, nie dysponują brajlowskimi podręcznikami, lecz w dużym stopniu notują treści wykładów sami. W tej kwestii nastąpił znaczny postęp, ale w latach 70-tych Marek zapisywał wszystko, posługując się brajlowską maszyną do pisania.

Okres studiów przypadł na czas stanu wojennego w Polsce, który załamał jego karierę. Był zaangażowany w działalność, która negowała ówczesny system. Mimo rozlicznych zajęć, konieczności spędzania wielu godzin na nauce, był głęboko zaangażowany w pracę społeczną. Przewodniczył Sekcji Niewidomych Uczących. Należeli do niej uczniowie szkół średnich oraz studenci, którzy dążyli do poprawy sytuacji niewidomych, chociażby poprzez udostępnienie im podręczników. Z tego powodu był represjonowany przez władze. W wyniku przepracowania i kłopotów związanych z sytuacją w kraju, przerwał na pewien okres studia. To spowodowało opóźnienie ich zakończenia, ale nie rezygnację. Pracę magisterską pt.: „Odwzorowania między strukturami danych i ich koszty”, która była uwieńczeniem jego studiów, uznano za materiał godny pracy doktorskiej. Stało się to istotnym impulsem do poszukiwania interesującego miejsca w życiu.

Mimo bardzo dobrych wyników na studiach oraz rekomendacji wybitnych polskich informatyków, nie mógł znaleźć pracy. Decydenci uważali, że niewidomy nie podoła wyzwaniom pracy w takim zawodzie. Argumentacja była różna: brak wiary, że Marek poradzi sobie z pisaniem na klawiaturze komputera, pomimo, że robił to znakomicie lub że pomoc lektora wyklucza korzystanie z tajnych dokumentów, choć nie było potrzeby z takich korzystać. Każda wymówka była dobra, byleby nie dopuścić do zatrudnienia niewidomego. Zdarza się, że niewidomi słyszą taką argumentację również dzisiaj.

W latach 80-tych, gdy jeszcze studiował, a następnie poszukiwał pracy, pisał podręczniki do matematyki dla niewidomych. Pierwszy podręcznik oddał wydawnictwu WSiP już w roku 1982. Jest autorem około 30 książek i adaptacji. Za te prace został odznaczony medalem ”W służbie polskiej oświaty”.

Wreszcie w roku 1986 znalazł pracę w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Podkreśla swój szacunek dla ludzi, którzy mu zaufali i zdecydowali o tym zatrudnieniu. Twierdzi, że z kolei sam za mało dał z siebie, by się im za tę odwagę odwdzięczyć. Hydrologia nie była Marka powołaniem. Miał inny pomysł na życie.

W związku z tym, że nie dysponował żadnymi narzędziami umożliwiającymi niewidomemu informatykowi efektywną pracę z komputerem, zainicjował poszukiwanie możliwości zmiany tej sytuacji. Znalazł genialnego elektronika – Jana Grębeckiego, z którym stworzył syntezator mowy polskiej. Nie była to pierwsza próba w tej dziedzinie, jednak pierwsza dostępna na rynku, która była skuteczna i spowodowała, że niewidomi mogli już korzystać z komputerów. Syntezator został zaprojektowany w roku 1988, a był dostępny już w roku 1989. Jest sprzedawany do tej pory. Mimo, że jest to prosta synteza mowy, ma wielu zagorzałych zwolenników. Marek przypisuje tę zasługę głównie Janowi Grębeckiemu, którego głoski tam słyszymy. Sam stworzył algorytm wymawiania słów, łącznie ze słowami wyjątkowymi, algorytm intonacji i oprogramowanie lektorskie, które analizuje treści wyświetlone na ekranie i odczytuje to, co jest dla niewidomego najważniejsze. Dzięki temu syntezatorowi zmieniło się życie naszego bohatera oraz wielu innych niewidomych w Polsce. Sam Marek twierdzi, że było to rozwiązanie niezwykle proste technicznie, ale skuteczne.

W roku 1989 Marek stworzył pierwszą w kraju firmę tyfloinformatyczną, Altix. Zaprosił do współpracy innych niewidomych informatyków oraz widzącego ekonomistę. Stworzyli spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Wykorzystali wyjątkowy w polskiej historii moment: zmianę systemu politycznego i gospodarczego. Jak wspomina autor, był to niebywały okres. Wszystko się zmieniło. Zmiany były tak wielkie, że wielu ludzi nie potrafiło ich zrozumieć. Twórcy firmy Altix doświadczali negacji wynikającej z przekonania, że zarabianie musi być związane z pracą w instytucjach państwowych, a nie prywatnych. Z drugiej strony wielokrotnie w prasie, radiu i telewizji dawano ich za przykład: w nowych czasach również niewidomi mogą zakładać firmy i działać na własną rękę.

Altix istnieje do dzisiaj. Marek Kalbarczyk jest jego szefem. Twierdzi, że w firmie nie chodzi o pieniądze, lecz o możliwość realizowania misji. Rehabilitowanie innych niewidomych ma służyć walce z ich dyskryminacją. Jego pokolenie miało wiele trudności, a sukcesy przychodziły z trudem. Teraz, gdy są dostępne nowoczesne metody rehabilitacyjne, kolejnym niewidomym powinno być łatwiej. Właśnie o to chodzi we wszelkich rehabilitacyjnych działaniach.

Firma rozwijała się szybko, dzięki czemu już w roku 1992 Marek Kalbarczyk razem z przyjaciółmi założył fundację. Jej pierwotna nazwa to Unia Pomocy Niepełnosprawnym Szansa. Kilka lat temu zmieniono nazwę na Fundacja Szansa dla Niewidomych. Ta niewielka, w opinii Marka, instytucja, ma ogromne merytoryczne znaczenie. Zatrudnia ponad 30 osób i realizuje około 30 projektów rocznie. Najbardziej znanym jej dziełem jest międzynarodowa konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND, ale także konferencje edukacyjne, kwartalnik HELP, nowatorskie szkolenia i mnóstwo zajmujących publikacji.

Kolejne lata pracy Marka to kolejne sukcesy. W latach 1994-95 pracował dla Telewizji Polskiej, gdzie prowadził program publicystyczny dla niepełnosprawnych pt.: „Razem czy osobno?”. Był najprawdopodobniej jedynym niewidomym prezenterem w telewizji na świecie. W roku 1999 zainicjował, wymienioną wcześniej, konferencję REHA FOR THE BLIND IN POLAND, która z czasem stała się największym spotkaniem środowiska niewidomych. To nie tylko sesja merytoryczna i wystawa sprzętu rehabilitacyjnego dla inwalidów wzroku, ale także prezentacja nowych bezwzrokowych dyscyplin sportowych, wystawa książek brajlowskich i audiobooków, popularyzacja audiodeskrypcji i liczne konkursy.

Od roku 2004 więcej czasu poświęcił pisaniu poradników. Pierwszym dziełem była książka uznana za wyjątkową – „Świat otwarty dla niewidomych”. To relacja z niewidomego życia. Nie wiadomo, czy to jest autobiografia, ale najwyraźniej wiele opisanych tam scen pasuje do życiorysu autora. Sam twierdzi, że opowiada o doświadczeniu swoim i jego przyjaciół. Jak pogodzić się z pechem, złym losem, wypadkiem i utratą wzroku? Jak odzyskać siłę i nadzieję? Według autora, należy skierować uwagę na Boga i porozmawiać z nim. Dla wielu ludzi jest to najlepsza recepta, dla innych nie. W kolejnej książce pt.: „Czy niewidomy może zostać prezydentem”, młody chłopak, który traci wzrok w wypadku samochodowym nie chce rozmawiać z Bogiem, lecz się na niego obraża. Zamysł na tę książkę był wynikiem niebywałej rozmowy Marka Kalbarczyka z jego przyjacielem. „Czy uważasz, że niewidomi otrzymują niezbędną im pomoc, czy raczej jej namiastkę?” – pytał przyjaciel. Uważał, że to, co dostają w dziedzinie niwelowania skutków inwalidztwa wzroku, to tylko namiastka pomocy. Dać im tylko troszkę, by nie narzekali, ale o prawdziwej rehabilitacji i o życiowych szansach dla nich, nie ma mowy. Przyjaciel zakończył rozmowę pytaniem: „Czy niewidomy może zostać w tym kraju prezydentem?”. Marek Kalbarczyk nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, chociaż stawia tutaj ogromny znak zapytania. W książce jego niewidomy bohater kandyduje zaledwie na stanowisko szefa studenckiej organizacji na uczelni. Gdy wydaje się, że wygra wybory, ktoś z sali dzieli się obawą, że jako niewidomy nie poradzi sobie z dokumentami, rachunkami i rozliczeniami projektów. Niewidomy Adam przegrywa i wszystko w kwestii emancypacji tego środowiska wraca do niechlubnej normy – inwalidztwo dyskwalifikuje.

Ta książka to rok 2008. Wcześniej, w roku 2000 Marek Kalbarczyk opracował polską wersję brajlowskiej notacji matematycznej w ramach projektu wykonywanego dla Instytutu Podstaw Informatyki PAN, na zlecenie Komitetu Badań Naukowych, a następnie w roku 2004 razem z Andrzejem Zarembą opublikował poradnik matematyczny dla niewidomych pt.: „I ty możesz być matematykiem”. W związku z postulatami środowiska szkolnego, kontynuuje tę pracę w kolejnym poradniku matematycznym napisanym z dr Janem Omiecińskim pt.: „Brajlowska notacja matematyczna. Jak to zapisać, a jak odczytać?”. Powrót do matematyki w roku 2000, po kilkunastu latach przerwy, był związany z pracą w zespole kierowanym przez dr Włodzimierza Wysockiego. Polska wersja brajlowskiej notacji matematycznej nie była jedynym rezultatem ich pracy dla IPI PAN oraz KBN. Powstało specjalistyczne oprogramowanie, dzięki któremu niewidomi mogą edytować dokumenty w notacji brajlowskiej i wydrukować je w czarnym druku na zwykłych drukarkach oraz odwrotnie – tekst przygotowany zwyczajnie może być wydrukowany w brajlu. Praca ta nie byłaby tak wyjątkowa, gdyby nie fakt, że translacja dotyczy również tekstów matematycznych ze złożonymi wyrażeniami, takimi jak zapisy wielopoziomowe, macierze, ułamki, równania itd. Za tę pracę zespół otrzymał od Komitetu Badań Naukowych najwyższą ocenę i wyróżnienie.

Wymienione tytuły zostały przychylnie ocenione przez czytelników, wobec czego Marek Kalbarczyk napisał kilka kolejnych książek i poradników. ”100 najpiękniejszych miejsc w Polsce – zabytki i krajobrazy wreszcie dostępne dla niewidomych i słabowidzących” zostało wydane w nowej technologii, tzw. transparentnej, gdzie brajlowskie litery są nałożone na zwykłe. Książki takie mogą być czytane zarówno przez niewidomych, jak i widzących. Książka osiągnęła sukces i stała się pierwszą pozycją w dużym cyklu turystyczno-krajoznawczym. Fundacja wydała m.in. następujące poradniki i przewodniki: „Czas na własną firmę”, „Umiejętności na wagę złota”, „Lubuskie na wyciągnięcie ręki”, „Gdańsk dla wszystkich”, „Lubelskie smaki i smaczki”, „Podlasie namalowane dotykiem”.

W roku 2011 Fundacja Szansa dla Niewidomych wydała pierwszą wersję niniejszej książki. Sam autor twierdzi, że to najlepsze z jego dzieł. Z czego wynika ta ocena? To książka rehabilitacyjna, która jest napisana w sposób specjalny. Jej główną cechą jest to, że zawiera kilka oddzielnych, przeplatających się ze sobą wątków. Jest to książka zarówno rehabilitacyjna, kulinarna, jak i krajoznawcza. Znajdujemy tutaj procedury, jak bezwzrokowo wykonać przeróżne czynności w kuchni, przepisy na potrawy charakterystyczne dla Mazowsza oraz opowieści o zabytkach tego regionu. Autor podróżuje po województwie i wyszukuje ciekawe miejsca. Opowiada o nich oglądając je tzw. trzecim okiem. Inni oglądają je zwyczajnie, Marek Kalbarczyk składa nam jednak zgoła inną relację. Spotykamy się tu ze światem dotyku i dźwięku, w którym ważne są inne doznania niż wzrokowe.

Gdy trzeba zabrać się do pracy i przygotować potrawy na sobotnie przyjęcie, zabraknie prądu. Rodzina jest w kłopocie, ale jest wśród nich niewidomy, któremu brak światła nie przeszkadza. Mało tego, pod jego wpływem z brakiem światła radzą sobie jego bliscy. Przecież od lat są doświadczani, jak się w takiej sytuacji zachować.

Autor opowiada o swoich podróżach i miejscach, które zainteresowały jego rodzinę. Marek nie jest profesjonalnym znawcą kuchni, dlatego zaprosił do współpracy Piotra Adamczewskiego, którego przepisy kulinarne i wspomnienia ozdabiają tę książkę. Książka Marka stanowi ważny przekaz rehabilitacyjny: hej niewidomi, warto ruszyć się z miejsca i wyjść na spotkanie z innymi ludźmi! Nie czeka was nic dobrego, gdy pozostaniecie bierni, w domu. Powinniście wejść do kuchni z bliskimi, by razem przygotować coś dobrego.

Efekty działalności Marka Kalbarczyka w coraz większym stopniu znajdowały uznanie. Zaczęło się od odznaczenia Polskiego Związku Niewidomych. W roku 1999 otrzymał złotą odznakę tej organizacji. W roku 2009 za zatrudnianie niepełnosprawnych osób otrzymał tytuł Super Lodołamacza w konkursie Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych. Hołduje zasadzie, że inwalidzi powinni stanowić nawet 50% zatrudnionych w firmach, organizacjach i innych instytucjach. Altix i Fundacja Szansa dla Niewidomych tak czynią. W roku 2009 odznaczono go także Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W roku 2010 Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji przyznało mu tytuł „Człowieka bez barier”. Został także laureatem konkursu „Dobroczyńca roku”. Oba wyróżnienia przyznano oczywiście za społeczną pracę na rzecz Fundacji.

Ma żonę i czterech synów, spośród których dwóch odziedziczyło wadę wzroku. Na szczęście są niedowidzący, a nie niewidomi.

Co sam mówi o sobie? „Życie jest najciekawszą grą, w której chodzi o dotarcie do mety i pochwalenie się największym dobrem, jakie uczyniło się dla innych. Poza tym niewiele rzeczy jest ważnych. Są jedynie środkiem do realizacji głównego celu. Za to dobro można dostać się do życia wiecznego, o którym w zasadzie nie mamy pojęcia. Możemy wiedzieć tylko tyle, że istnieje oraz że jest wspaniałe. W ramach dążenia do dobra należy nieustannie wykorzystywać swoje zdolności, by inni mieli z tego pożytek. Tak jak muzyk ma pięknie grać, matematyk uczyć innych liczyć, tak rehabilitant ma pomagać podopiecznym, by mogli żyć jak pełnosprawni. W ten oto sposób wszyscy są sobie potrzebni nawzajem. W tym kontekście każdego, kto zawodzi, brakuje do kompletu. Każdy w tej grze jest zatem niezastąpiony, choć mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych”.

Marek Kalbarczyk uznaje więc pierwszeństwo działania społecznego nad realizowaniem indywidualnych potrzeb i zachcianek. Jedynie ta postawa może pomóc chorym, niepełnosprawnym i zagubionym. Gdyby nie ludzie zaangażowani społecznie, mogliby oni czuć się całkowicie samotni.

Nie mniej ważnym, a śmiem stwierdzić, że najważniejszym sukcesem w życiu Marka Kalbarczyka jest wspaniała rodzina i liczne grono bliskich przyjaciół, na których zawsze z wzajemnością może liczyć.

Autorka noty biograficznej o Marku Kalbarczyku:
Prof. dr hab. Leonora Bużańska